Okoniny Nadjeziorne 2015

Wszystkie newsy z obozu zajęłyby pół internetu i padłyby serwery, więc w telegraficznym skrócie:

DZIEŃ 1 – 22.07.2015, środa

Podróż z Katowic, z przystankiem w Łodzi, do Okonin Nadjeziornych przebiegła nam nadspodziewanie szybko i sprawnie. Nikt chyba nie spodziewał się, że już po 14:00 staniemy nad brzegiem Jeziora Okonińskiego (a tak się właśnie stało). Po obiedzie zakwaterowaliśmy się w ośrodku – zuchy w domkach, harcerze w namiotach i zapoznaliśmy się z wszelkimi obozowymi zasadami, a także ze sobą nawzajem.

Wieczorem harcerzy odwiedzili indiańscy wojownicy – Czerwona Dłoń i Nocny Jastrząb z wieścią z Krainy Wiecznych Łowów: zaginął Totem Wielkiego Manitou i trzeba go odnaleźć, chwilę później harcerze zdobyli swoje koszulki obozowe oraz nazwy i plemienne barwy zastępów; nasi harcerze to od teraz: Dakotowie, Apacze i Komancze. Wkrótce wykopany też został Topór Wojenny i rozpoczął się dwutygodniowy wyścig po totem.

W tym samym czasie nasze zuchy jako greenhorni na Dzikim Zachodzie musieli po raz pierwszy podążać za tropami, które zaprowadziły ich do ich obozowych koszulek.

W nocy nawiedziła nas burza, na szczęście minęła tak szybko jak przyszła, pozostawiając świeże powietrze rankiem następnego dnia.

 

DZIEŃ 2 – 23.07.2015, czwartek

Drugiego dnia obozu harcerze od rana do wieczora zajmowali się obozową pionierką. Całodzienny wysiłek całego obozu opłacił się – w efekcie powstały własnoręcznie wykonane: brama obozowa z zadaszoną wartownią i podnoszonym szlabanem, indiańskie tipi, ogrodzenie wokół całego obozu, dwie tablice ogłoszeń, suszarnia, kosz na śmieci, stojak na proporzec oraz monumentalny stelaż na siatki maskujące, które odgrodziły nas otoczenia – a to wszystko w jeden dzień, wszystko z drewna, wszystko wykonane przez uczestników obozu.

Zuchy tymczasem na polecenie szeryfa Yumy wybrały się na zwiad terenowy w poszukiwaniu El Dorado, a po powrocie wspólnie wykonały mapy terenu. Popołudnie było pełne emocji, ponieważ odbyły się podchody, podczas których zuchy zdobywały informacje na temat nazw swoich szóstek; zuchy od dzisiaj to: Pumy, Niedźwiedzie Grizzly, Nieświszczuki, Szopy Pracze i Bieliki Amerykańskie. Po kolacji natomiast zuchy poddane zostały obozowemu chrztowi, podczas którego sprawdzone zostało czy nadają się na obozowiczów. Wszystkie zuchy przeszły ten test śpiewająco!

Dla harcerzy koniec prac pionierskich nie oznaczał jednak końca dnia – również ich czekał jeszcze obozowy chrzest, w czasie którego po przybraniu swoich wojennych plemiennych barw (Dakotowie – czerwone, Apacze – białe, Komancze – czarne) przeszli szereg prób i stali się pełnoprawnymi obozowiczami.

I to jednak nie był koniec dnia dla harcerzy – dziś po raz pierwszy, przed ciszą nocną, spotkaliśmy się w kręgu, zakopaliśmy topór wojenny i zapaliliśmy fajkę pokoju (jest to przekazywane sobie z rąk do rąk kadzidełko).

Jednakże i to nie był jeszcze koniec dnia – gdy wszyscy już powoli zasypiali w namiotach obóz został napadnięty przez wrogie plemię Indian, a jego uczestnicy pojmani. Na szczęście okazało się, że najeźdźcy byli tylko wysłannikami i doprowadzili cały obóz przed oblicze wcielenia Ducha Wielkiego Manitou, który przekazał im pierwszą część poszukiwanego Totemu (przedstawiającą szybującego orła) i nadał wszystkim nowe indiańskie imiona.

Pełni wrażeń wszyscy szybko zasnęli.

DZIEŃ 3 – 24.07.2015, piątek

Trzeciego dnia po śniadaniu cały obóz – harcerze wraz z zuchami – zebrał się na wielkim apelu inauguracyjnym. Po zameldowaniu wszystkich zastępów i oficjalnym zatwierdzeniu wszystkiego. co tylko powinno być zatwierdzone rozległo się gromkie CZUWAJ! i rozpoczęliśmy poranne zajęcia.

Zuchy cały czas do obiadu, korzystając z piękne pogody, spędziły na plaży.

Harcerze natomiast na początek dokładnie zapoznali się z mapą terenu, na którym przebywają, tak aby każdy znał go tak dobrze jak własną kieszeń, po czym udali się na skraj lasu i pierwszy raz prawdziwie wyruszyli w teren, na zwiad. Efektem zwiadu były własnoręcznie wykonane przez harcerzy mapy (szkice terenu). Po powrocie ze zwiadu, jako że było bardzo gorąco udali się pierwszy raz na plażę i do obiadu zażywali kąpieli wodnej i słonecznej.

Po obiedzie i po poobiedniej ciszy – harcerze wykonali ostatnią pracę pionierską, a mianowicie – plac apelowy z uprzednio zebranych w dużych ilościach szyszek, których jest to mnóstwo. Gdy plac apelowy był już gotowy uczciliśmy jego inaugurację ćwiczeniami z musztry, w czasie których skupiliśmy się przed wszystkim na tym by jak najszybciej ustawiać się w szyku apelowym (rekord – 5 sekund!).

Za tak znakomity wynik należała się harcerzom nagroda, więc aż do kolacji odbywały się różne zajęcia sportowe – piłka nożna na piasku, siatkówka i badminton.

Zuchy w tym samym czasie wybrały się całym obozem na lody, a później przyozdabiały swoje domki własnoręcznie wykonanymi obrazkami ilustrującymi nazwy ich szóstek.

Po kolacji zuchy odwiedził szeryf Yumy z wiadomością, że w okolicy znajdują się Indianie, zuchy więc wyruszyły tropić ich ślady. Wszystkie ślady odnalazła szóstka Pumy. Po powrocie z podchodów tropami Indian zuchy powoli udały się na ognisko przygotowane przez tutejszych Indian – czyli harcerzy.

Harcerze z kolei po kolacji przywdziali swoje leśne terenowe stroje i udali się wgłąb lasu. Tam odbyła się gra terenowa, w czasie której trzeba się było wykazać umiejętnościami bezszelestnego poruszania się po lesie (nawet w trudnym do skradania terenie!). Trzeba przyznać, że mamy na obozie naprawdę wybitnych i bezgłośnych tropicieli!

Zaraz po powrocie harcerzy z lasu wszyscy udali się na rozpalone nad brzegiem jeziora ognisko, podczas którego usłyszeliśmy opowieści o trzech wielkich indiańskich bohaterach i wspólnie bawiliśmy się i śpiewaliśmy. Po drugim już dzisiaj gromkim CZUWAJ (i zuchowym CZUJ), które rozbrzmiało echem po całej okolicy zuchy udały się prosto do spania, a harcerzy czekało jeszcze podsumowujące dzień spotkanie przy fajce pokoju.

Zasnęliśmy pełni wrażeń i obrazów z mijającego dnia…

DZIEŃ 4 – 25.07.2015, sobota

Czwartego dnia obozu harcerze-czerwonoskórzy przed południem spotkali się z szamanem, który przekazał im część swojej wiedzy i umiejętności, dzięki czemu wykonali własne piękne „łapacze snów”, które zawisły w namiotach, nauczyli się podstawowych kroków i ruchów indiańskich tańców, dowiedzieli się jak z chmur i wiatru przewidywać pogodę, wreszcie pod czujnym okiem szamana przygotowali własne szamańskie indiańskie tańce.

Zuchy tymczasem aż do obiadu zapoznawały się z podstawami pierwszej pomocy, uczyły się indiańskich znaków patrolowych, szyfrów, ćwiczyły piękny śpiew oraz podstawowe zuchowe komendy, czyli „zuchową musztrę”.

Po obiedzie harcerze wysłuchali „mądrych słów starego wodza”, który nauczył ich alfabetu Morse’a oraz indiańskich znaków patrolowych, których chwilę później harcerze użyli w czasie krótkiej gry terenowej. Zuchy natomiast po południu wykonywały majsterkę, czyli grzechotki, łapacze snów i tzw. „Oko Boga”.

Po kolacji zuchy wyruszyły na grę terenową, podczas której tropiąc Indian zdobyły pierwsze trofea do swojego skarbca.

Harcerze natomiast wsiedli do kajaków i wyruszyli w rejs po pięknym Jeziorze Okonińskim w świetle zachodzącego słońca; w czasie tej podróży można było zaobserwować żeremia zamieszkujących jezioro bobrów (nad jeziorem można też łatwo zaobserwować żurawie, czaple, trzciniaki…). Podczas kajakowego rejsu harcerze-Indianie znad Rio Grande odnaleźli wreszcie drugą część Totemu Wielkiego Manitou przedstawiającą głowę niedźwiedzia. Totem czekał na harcerzy na jednym z pomostów wśród trzcin, trzeba było umiejętnie podpłynąć do niego kajakiem.

Po powrocie na ląd harcerze zaprezentowali swoje uprzednio przygotowane indiańskie tańce, harcerze złożyli też życzenia druhowi Bartkowi, który właśnie dzisiaj obchodził urodziny.

Po spotkaniu przy „fajce pokoju” harcerze udali się na spoczynek…

DZIEŃ 5 – 26.07.2015, niedziela

Niedzielne przedpołudnie harcerze spędzili poznając nowe piosenki i śpiewając (często bardzo głośno i energicznie), co zrobiło spore wrażenie na piłkarzach z sąsiadującego z nami obozu (bili brawo i tanczyli). Zuchy w tym czasie spotkły się w kręgu pląsów i zabaw. Potem cały obóz – tak harcerze jak i zuchy – udał się na Mszę świętą do małego kościoła w Zaroślach. Droga do kościoła była bardzo piękna, wiodła bowiem przez łąki, pola i zagajniki, przy śpiewie skowronków.

Po obiedzie ponownie cały obóz, a więc harcerze razem z zuchami wzięli udział w obozowej olimpiadzie, w czasie której walczyli o tytuł Najzreczniejszego Wojownika Prerii i Gór. A konkurencje olimpijskie były bardzo zróżnicowane – były bowiem zarówno klasyczne zawody sportowe (skok w dal, rzuty karne, podbijanie piłeczki ping-pongowej) jak i dyscypliny stricte obozowe, które na żadnej innej olimpiadzie się nie pojawiają jak np. ścielenie kanadyjki (obozowego harcerskiego łóżka) na czas, wbijanie gwoździ (wygrywa ten, kto wbije gwóźdź najmniejszą ilością uderzeń młotka), wreszcie rzut butem a’la druhna Oboźna.

Olimpiada trwała aż do wieczora, wieczorem natomiast harcerze mieli jeszcze okazję by pokopać czy też poodbijać piłkę oraz na inne sportowe aktywności. Zuchy w tym czasie walczyły o tytuł Omnibusa Dzikiego Zachodu podczas tzw. „parady kłamców”.

Tego też dnia na obozie harcerskim obchodziliśmy urodziny Rysia – Sto lat!

Natomiast gdy dzień się już skończył i było już całkiem ciemno, dla harcerzy odbyła się nocna leśna gra „W poszukiwaniu duchów wojowników”, podczas której harcerze musieli w ciemnym lesie odszukać ukryte światełka; wtedy też została odnaleziona trzecia część Totemu (przedstawiająca świecące w ciemności oczy). Wszyscy tej nocy zasnęli z zapisanym w pamięci niezwykłym obrazem powoli wędrujących przez ciemny las tajemniczych światełek.

DZIEŃ 6 – 27.07.2015, poniedziałek

Przed południem harcerze nabyli kilka umiejętności potrzebnych każdemu prawdziwemu Indianinowi, a więc – uczyli się wiązania różnych węzłów, rzucali lassem, a także strzelali z łuków – najpierw ćwicząc przede wszystkim postawę łucznika, a później celność. Na zakończenie odbył się mini turniej łuczniczy, w czasie którego okazało się, że mamy na obozie wytrawnego łucznika – Huberta. Jednakże mimo wielu prób nikomu nie udało się zastrzelić zawieszonego na tarczy balonika, co mogło dać szczęśliwemu strzelcowi przywilej łągodniejszego potraktowania przez druhnę Oboźną podczas sprawdzania porządków następnego dnia.

Zuchy natomiast tuż po śniadaniu udały się na rancho greenhornów, gdzie miały możliwość spotkania zwierząt (koni, bażantów, pawi, królików…) oraz przebycia krótkiej trasy sprawdzającej ich wytrzymałość

Po obiedzie harcerze uczyli się nowych piosenek siedząc na pomoście w malowniczej scenerii naszego Jeziora Okonińskiego, gdy wtem otrzymali od indiańskich tropicieli wiadomość o pojawieniu się bizona w pobliskim lesie. Wyruszyli więc na polowanie i udało im się bizona (całkiem podobnego do druha Marka, gdyby nie te rogi i czarne futro) złapać i upolować, przy okazji zdobywając czwartą część totemu (przedstawiającą głowę jelenia). Po polowaniu harcerze pozostali w lesie, gdzie po raz kolejny mogli się wykazać umiejętnościami tropicielskimi i bezszelestnym skradaniem się nawet pośród szeleszczących traw i trzaskających gałązek, po czym wzięli jeszcze udział w podchodach. Na innego bizona w tym samym czasie, ale innym miejscu polowały zuchy. To polowanie również zakończyło się pełnym sukcesem, a więc upolowaniem bizona, co zuchy uczciły wykonując indiański Taniec Zwycięstwa.

Po powrocie z lasu, przy ognisku odbyło się wspólne wielkie pieczenie bizonów, które bardzo szybko przyjęły formę kiełbasek. Była to okazaja do integracji indiańskich plemion harcerskich i zuchowych westmanów (już nie greenhornów, skoro upolowali bizona!). Po obfitej kolacji zdobyte poroże zawisło w kadrowym wigwamie.

Żeby jednak zbytnio się po udanym polowaniu nie rozleniwić, została dla harcerzy zorganizowana „dyskoteka”, a więc – wieczorne zajęcia z musztry, podczas których korygowane były wszelkie dotychczasowe niedociągnięcia w tej jakże ważnej, ale zarazem jakże przyjemnej dziedzinie obozowego życia.

Natomiast nocą z poniedziałku na wtorek miało miejsce bardzo poważne wydarzenie – pod gwieździstym niebem odbitym w tafli jeziora i w blasku pochodni druhny Paulina i Hania złożyły bowiem swoje Przyrzeczenie Harcerskie.

DZIEŃ 7 – 28.07.2015, wtorek

Wtorkowy poranek upłynął nam na obozie pod znakiem pożegnań – tego bowiem dnia wyjechali z naszego obozu druh Marek i druhna Kasia… ale nie ma się co smucić bo jak mówi stara harcerska pieśń: „przy innym ogniu w inną noc – do zobaczenia znów”!

Tego dnia zaraz po śniadaniu harcerze wyruszyli na spływ kajakowy z miejscowości Mylof w dół przepięknej rzeki Brdy. Brda, rzeka ze wspaniałą czystą (i całkiem ciepłą!) wodą, płynącą sobie bardzo powoli, nie jest wcale głęboka i wije się pośród fantastycznych lasów, można było więc wsłuchać się w ciszę przerywaną jedynie pluskiem wody poruszanej wiosłami. Trasa spływu była niezwykle malownicza, czasem wręcz spektakularna jeśli chodzi o krajobraz, dla osób mających zamiłowanie do dzikiej przyrody – wręcz wymarzona, podobnie jak wymarzona jest ona do obserwacji ptactwa wodnego i zamieszkującego okolice rzek.

Nie obyło się oczywiście bez przygód, piękna i słoneczna pogoda występowała bowiem na zmianę z ulewami i burzą, ale – co to za obóz bez przygód!

Po powrocie do obozu i zjedzeniu obiadokolacji harcerze wzięli jeszcze udział w Zlocie trzech Indiańskich Mędrców, spośród których tylko jeden mówił prawdę, a zadaniem harcerzy było obstawiać prawdziwą odpowiedź i dać się wywieść w pole pozostałym dwóm, kłamiącym mędrcom.

Harcerzy nie było na obozie od śniadania do kolacji, w tym czasie zuchy (do południa) ćwiczyły dalsze umiejętności westmana, takie jak strzelanie z łuku (a właściwie procy) oraz rzucanie lassem. Po południu zaś przechodząc tor przeszkód zuchy zdobyły do swojego skarbca amerykańskie dolary, po czym wspólnie zakopały skarb w obawie przed rabusiami. Wieczorem po całodziennych przygodach zuchy zasiadły przy kominku, gdzie wysłuchały opowieści o tym jak Old Shatterhand uratował największego wodza Apaczów – Winnetou i jego ojca Inczu-czunę i poznały indiańskie techniki skradania się.

DZIEŃ 8 – 29.07.2015, środa

W środę harcerze po tradycyjnych codziennych porannych porządkach, ich sprawdzeniu przez druhnę Oboźną i apelu porannym udali się do lasu w poszukiwaniu materiałów do budowy indiańskiego tipi, a później zabrali się do indiańskiego rękodzieła. Na stelażach z patyków wkrótce zawisły stare prześcieradła, później pojawiły się ozdoby, tak że przed obiadem przed namiotem każdego z zastępów stało już gotowe tipi. Zuchy natomiast po śniadaniu podzieliły się na dwie grupy i wyruszyły na podchody, zakończone grą terenową zwaną popularnie „szlajfkobiciem”.

Tego dnia od rana cały obóz harcerski rozpoczął zdobywanie sprawności Milczka, co oznacza 24 godziny bez powiedzenia choćby słowa – wyzwanie jest poważne, niektórzy odpadli bardzo szybko, inni trwali w milczeniu coraz dłużej i dłużej…

Po obiedzie harcerze wyszli do lasu, gdzie wprawiali się w sztuce kamuflażu. Musieli stać się niewidoczni dla obserwatora, a że zajęcia odbywały się w lesie iglastym zadanie wcale nie było proste – pnie w takim lesie są raczej wąskie, las dość przejrzysty, ale i tak kilku osobom udało się przechytrzyć wypatrujące ich Sokole Oko i dotrzeć do niego pozostając niezauważonym.

Tymczasem na obozie zuchowym gruchnęła wieść – nad Rio Grande znaleziono złoto! Całą Yumę ogarnęła więc „gorączka złota” i zuchy wyruszyły nad jezioro, gdzie na plaży odbyło się wielkie płukanie złota. Całe uzyskane złoto zuchy ukryły razem z zarobionymi wczoraj dolarami w specjalnej zakopanej w ziemi tajnej skrytce, o lokalizacji której wiedzą tylko one.

Po kolacji harcerze wrócili do lasu by ćwiczyć się w „niewidzialności”, tym razem w bardziej sprzyjającym kamuflażowi obszarze lasu mieszanego. Po powrocie harcerze poćwiczyli jeszcze jeden z elementów musztry harcerskiej jaką jest równy marsz i udali się na spoczynek. Zuchy natomiast wieczorem również udały się do lasu, aby wyćwiczyć techniki skradania się, o których usłyszały na wczorajszym kominku.

DZIEŃ 9 – 30.07.2015, czwartek

Czwartek na obozie harcerskim upłynął pod znakiem zdobywania „indiańskich” leśnych obozowych sprawności.

Już długo przed pobudką, nad ranem obóz niezauważenie opuściły cztery osoby: Weronika, Jasiek, Artur i Bartek, aby rozpocząć całodzienne zdobywanie sprawności Leśnego Człowieka („dwóch piór”). Przez cały dzień wędrowali oni po lesie nie mogąc zostać zauważonym przez nikogo z obozowiczów, dokonywali obserwacji, posiłki odbierali z wcześniej ustalonej skrzynki kontaktowej.

Pozostali w obozie harcerze przed obiadem brali udział w zajęciach świetlicowych i wykonali kolorowe, piękne i pomysłowe filcowe etui na telefon. Mimo ambitnej walki z samymi sobą podczas wczoraj rozpoczętej próby Milczka z całego obozu wytrwały tylko dwie osoby – Bartek i Magda i one właśnie zdobyły sprawność.

Nasze zuchy w tym czasie otrzymały kolejną porcję wiedzy starego westmana, a więc nowe informacje z terenoznawstwa (posługiwanie się kompasem, czytanie mapy), poznały nowe szyfry, podszkoliły się w zuchowej „musztrze”, wreszcie przypomniały sobie prawo zucha i symbolikę znaczka zucha. Po obiedzie zuchy zajęły się robótkami ręcznymi, podczas których aż do wieczora wykonały wiele bardzo ładnych rzeczy z filcu.

Harcerze natomiast po obiedzie wyruszyli do lasu (poza czwórką Leśnych Ludzi, którzy są w lesie od przedświtu) aby rozpocząć zdobywanie sprawności Robinsona (czyli „jednego pióra”). Robinsoni, aby zdobyć sprawność muszą (w kilkuosobowych grupach) zbudować w lesie trwały szałas dla całego patrolu, wykonać mapę z trasą dojścia do szałasu oraz obserwować życie lasu.

Harcerze-Robinsoni wrócili do obozu na kolację (wracają do lasu nazajutrz), po której odbyło się ognisko. W czasie tego ogniska (poświęconego tematowi puszczaństwa, temu w jaki sposób człowiek realizuje siebie w otoczeniu dzikiej przyrody i temu jakie są związki skautingu z życiem Indian) do ujawnienia (po całym dniu „niewidzialności”) wezwani zostali Leśni Ludzie (musieli wcześniej zakraść się niepostrzeżenie w okolice ogniska). Leśni Ludzie opowiedzieli wszystkim harcerzom gawędę o wszystkich ich przygodach w lesie od świtu do zmierzchu.

Tymczasem nocą, kiedy zuchy już spały rabusie wykradli ukryty w tajnej skrytce skarb – złoto i dolary!

DZIEŃ 10 – 31.07.2015, piątek

Rano zaskoczyła nas niska temperatura, niespotykana o tej porze roku na Wielkich Równinach Ameryki, w związku z czym po śniadaniu urządziliśmy sobie (Indianie i westmani czyli harcerze wraz z zuchami) Dzikie Kino na Dzikim Zachodzie, w którym obejrzeliśmy m.in. film „Pocahontas” (z przerwą na ciepłą herbatę).

Po południu, zaraz po ciszy poobiedniej harcerze-Robinsoni wrócili do swoich leśnych szałasów, aby wprowadzić w nich ewentualne poprawki, dokonać dalszych samodzielnych obserwacji lasu i jego mieszkańców, wykonać mapy dojścia do miejsca ich dzikiego biwakowania (a więc by spełnić do końca wszystkie wymagania do zdobycia sprawności), wreszcie – by odnaleźć ukryte gdzieś w lesie (nie wiadomo dokładnie gdzie!) dwie kolejne części zaginionego Totemu Wielkiego Manitou. Dwoje szczęśliwców, którzy odnaleźli w końcu części Totemu zdobyło jeszcze dodatkowe punkty dla swoich zastępów.

Zuchy natomiast po obiedzie wyruszyły odzyskać skradziony im skarb i złapać i pojmać rabusiów. Po odnalezieniu wszystkich wskazówek oraz pieniędzy potrzebnych na okup zuchy udały się na kolację by posilić się przed ostatecznym pościgiem za złoczyńcami. Po kolacji udało się zuchom pojmać rabusiów i wykraść im skarb, a wreszcie doprowadzić ich (wraz z druhną Natalią i druhem Adamem, podejrzanymi o współudział) przed Sąd Stanowy w Yumie. Po przesłuchaniu wszystkich świadków śędzina oraz Ława Przysięgłych ustalili, że rabusiowie Artur K. i Bartosz B. są winni zarzucanego im czynu i wymierzyli im karę 15 minut pozbawienia wolności podczas ciszy poobiedniej (15 minut zabawy z zuchami) oraz grzywnę w wysokości 3 cukierków na 1 zucha. Druhna Natalia oraz druh Adam za współudział ukarani zostani wydłużeniem ciszy nocnej (wcześniej muszą iść spać).

Po kolacji harcerze jeszcze raz wrócili do lasu, tym razem już nie sami – wspólnie całym obozem odwiedzili po kolei wszystkie szałasy (posługując się wykonanymi wcześniej mapami) i wysłuchali uwag na temat ich konstrukcji i lokalizacji. Po powrocie z lasu spotkali się przy ognisku, podczas którego wszyscy Robinsoni opowiedzieli o swoich leśnych spostrzeżeniach, wszyscy też ostatecznie zdobyli sprawność Robinsona.

DZIEŃ 11 – 1.08.2015, sobota

Jedenastego dnia obozu po śniadaniu cały obóz (zuchy wraz z harcerzami) wyruszył na wycieczkę po okolicznych atrakcjach. Tak się szczęśliwie złożyło, że niedaleko naszego obozu w Wymysłowie koło Tucholi znajduje się jedyne w Polsce Muzeum Kultury Indian Północnoamerykańskich im. Sat-Okha. W muzeum poznaliśmy dokładnie fascynującą historię życia Sat-Okha (o którym słyszeliśmy już na jednym z obozowych ognisk), obejrzeliśmy oryginalne indiańskie stroje i przyrządy, mogliśmy wejść do prawdziwego tipi. W pobliżu muzeum obserwowaliśmy też hodowane tam na wielkich wybiegach daniele.
Stamtąd wyruszyliśmy do centrum Tucholi, gdzie odwiedziliśmy Muzeum Borów Tucholskich. Tam obejrzeliśmy z bliska zwierzęta zamieszkujące Bory Tucholskie, zapoznaliśmy się z kulturą i obyczajami zamieszkujących ten region borowiaków, poznaliśmy historię Tucholi i zwyczaje bardzo starego bractwa strzelców. Następnie odbyliśmy spacer po Tucholi, która jest niewielkim, ale bardzo starym miastem. Zjedliśmy lody i dalej przez bezkresne lasy ruszyliśmy do Fojutowa przekraczając nieraz piękną rzekę Brdę. W Fojutowie, nad Wielkim Kanałem Brdy, zobaczyliśmy niezwykłe zjawisko: skrzyżowanie rzek. Stamtąd wreszcie udaliśmy się do bazy na obiadokolację, po której znowu całym obozem spotkaliśmy się przy ognisku, gdzie odbył się quiz sprawdzający pamięć i spostrzegawczość podczas wycieczki. Tego dnia harcerzy czekała jeszcze niespodzianka – otrzymali w prezencie siedem wędzonych pstrągów z wędzarni w Rytlu, które zostały zjedzone ze smakiem w błyskawicznym tempie.

DZIEŃ 12 – 2.08.2015, niedziela

Niedzielne przedpołudnie zuchy, jak na prawdziwych westmanów przystało, spędziły na koniach. Harcerze tymczasem obchodzili Święto Słońca – wybrali się więc tam, gdzie słońce jest najprzyjemniejsze, czyli na plażę, gdzie poza kąpielami wzięli udział w zabawach sportowych. Potem wszyscy razem (harcerze i zuchy) wyruszyli do Zarośli na Mszę Świętą, z której wrócili prosto na obiad. Po ciszy poobiedniej tym razem to zuchy wybrały się nad wodę korzystając z pięknej pogody, harcerze natomiast, jakżeby inaczej, do lasu, gdzie wzięli udział w grze terenowej. Podczas gry musieli wykazać się spostrzegawczością, pamięcią i umiejętnością maskowania w lesie. Musieli bowiem niezauważeni śledzić poruszające się po drodze osoby, zauważyć i zapamiętać jak najwięcej wykonywanych przez nie czynności.

Niedziela była bardzo bogata w atrakcje i wydarzenia. Po kolacji zuchy wzięły udział w biegu zuchowym, który podsumował wiedzę i umiejętności zdobywane podczas całego obozu. W tym czasie harcerze wrócili do… lasu, by tam stoczyć bitwę o Wielkie Równiny. W bitwie (mającej formę popularnego szlajfkobicia) trzy plemiona indiańskie walczyły o władzę nad wielkim obszarem. Ostatecznie zwyciężyło plemię Dakotów pokonując Apaczów i Komanczów. W czasie gry wreszcie odnaleziona została przez jednego z Dakotów – Patryka ukryta w lesie siódma część totemu przedstawiająca białego wilka. Po zakończeniu gry harcerze – indianie udali się prosto na plażę i przystań i wybrali się na krótką przejażdżkę kajakami po jeziorze (na zmianę z odbywającymi się na brzegu mikrokursami z technik harcerskich). Wkrótce, po biegu zuchowym, do harcerzy na kajakach dołączyły zuchy, tak więc na jeziorze zaroiło się od indian i westmanów.

Późnym wieczorem odbyło się Wielkie Wydarzenie na obozie zuchowym. Gdy zuchy już spały część z nich została wybudzona i poprowadzona oświetloną małymi światełkami wąską ścieżką aż do otoczonej drzewami zatoczki na jeziorze, gdzie zuchy:  Michalina, obie Karoliny, Kasia, Maks, Bartek, Andrzej, Karol, Hubert, Mikołaj, Kacper, Filip i Szymon złożyły obietnicę zuchową.

To jednak nie był koniec wydarzeń tego wieczora/nocy. Gdy obóz powoli ucichł, zbudzeni zostali harcerze, aby wyruszyć po raz kolejny do nocnego już lasu, Tam w świetle księżyca stanęli na rozstajach dróg i ruszyli na poszukiwania ukrytej w ciemności ósmej części totemu. Nie było to jednak łatwe, na rozstajach grasował bowiem Upiór z Llano Estacado i ścigał harcerzy utrudniając im zadanie. Ci jednak mogli się ukryć u opiekuńczych duchów plemion indiańskich. W końcu Rysiu z plemienia Apaczów odnalazł totem. Harcerze wrócili z tajemniczego nocnego lasu do namiotów. Jednak i to nie był jeszcze koniec dnia. W nocy odbyło się przyrzeczenie harcerskie Jagody i Pawła z Rivendell – pod gwiazdami, przy blasku pochodni i małych leśnych światełek, pośród plusków wskakujących do jeziora bobrów.

DZIEŃ 13 – 3.08.2015, poniedziałek

W poniedziałek po śniadaniu harcerze zaopatrzeni w mapy wyruszyli na mający formę marszu na orientację Harcerski Bieg Terenowy, podsumowujący ich umiejętności i wiedzę zdobyte na obozie. Bieg zakończył się zdobyciem ostatniej części totemu przedstawiającej słońce. Aby go zdobyć trzeba było zakraść się do niego bezszelestnie. Nikt co prawda nie dotarł tak blisko by go dotknąć, jednak najbliżej była Magda z zastępu Komanczy.

Zuchy w poniedziałkowy poranek najpierw spędziły czas nad jeziorem, potem natomiast pomogły szeryfowi obronić Yumę przed indianami. Szlachetni indianie będąc pod wrażeniem umiejętności i odwagi zuchów – wetmanów podarowali im piękną mapę wskazującą drogę do El Dorado. Podążając za mapą zuchy dotarły we wskazane miejsce, gdzie powitał ich wielki wódz i czarownik Nocny Jastrząb. Nie było tam jednak miasta ze złota, w zamian zuchy dowiedziały się, że największym skarbem i prawdziwym złotem są one same – ich umiejętności, radosne buzie i zawarte na obozie przyjaźnie. W ten sposób zuchy wykonały misję na Dzikim Zachodzie i zdobyły sprawności Zdobywcy Dzikiego Zachodu i Indianina.

Po obiedzie rozpoczęło się wielkie pakowanie i demontaż obozu harcerskiego, czyli indiańskiego miasta, ponieważ jednak było bardzo gorąco wszyscy udali się jeszcze na plażę by odpocząć nad pięknym jeziorem.

Zaraz po kolacji odbył się kończący obóz wielki apel podczas którego wszyscy otrzymali upominki i dyplomy, zostali też ogłoszeni i nagrodzeni zwycięzcy współzawodnictwa zastępów i szóstek: Dakotowie i Nieświszczuki.

Po apelu wszyscy zasiedli przy ognisku, podczas którego wspominaliśmy najciekawsze i najśmieszniejsze obozowe wydarzenia, a gdy zuchy poszły już spać harcerze wysłuchali kończącej obóz gawędy.

Potem długo w noc było jeszcze dużo śmiechu i śpiewów…

DZIEŃ 14 – 4.08.2015, wtorek

Wracamy!

I tak zakończył się obóz Rio Grande nad Jeziorem Okonińskim.